„A to wszystko oglądają tylko myszy i ja”

Tekst: Anna Ochmann

Caryca Katarzyna II, w jednym z listów, opisując zebrane w Pawilonie Zimowym w Petersburgu (zwanym Ermitażem) dzieła, pisała z przekąsem: „… i to wszystko oglądają tylko myszy i Ja!”1. . Dwa wieki później cytuję to zdanie w swojej pracy dyplomowej na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Praca nosi tytuł Wystawiennictwo – pomiędzy architekturą, sztuką i informacją i już wtedy to jedno, pozornie anegdotyczne zdanie uruchamiało pytania o sens zbierania rzeczy, o widzialność i o to, komu właściwie dedykowane są kolekcje.

Wracając dziś do tych słów, myślę o długiej historii wystawiennictwa jako praktyki balansującej między ideą a materią, elitarnością a publicznością, wiedzą a doświadczeniem. Myślę także o współczesnym przesunięciu paradygmatu – o dostępności rozumianej nie tylko jako fizyczne „otwarcie drzwi instytucji”, lecz jako uznanie wielości sposobów percepcji i bycia w przestrzeni wystawy. Ten tekst jest próbą prześledzenia tej drogi: od platońskiej nieufności wobec rzeczy, przez pierwsze kolekcje i muzea, aż po dzisiejsze pytania o inkluzywność, także w kontekście osób neuroatypowych.

Od idei do rzeczy: paradoks wystawiania przedmiotów

Historia wystawiennictwa, rozumianego jako praktyka zbierania, porządkowania i pokazywania przedmiotów, nie jest linearną opowieścią prowadzącą od chaotycznego zbierania rzeczy do nowoczesnego muzeum. Jej początki naznaczone są głębokim napięciem filozoficznym, dotyczącym sensu materialności, reprezentacji i poznania poprzez rzeczy. Już w myśli platońskiej2 przedmiot, a tym bardziej dzieło sztuki, zostaje obciążony podejrzeniem ontologicznej wtórności: rzeczy są jedynie niedoskonałymi odbiciami idei, a sztuka, naśladując świat zmysłowy, oddala się od prawdy jeszcze bardziej, podnosząc tę niedoskonałość do kwadratu. W tym sensie praktyki gromadzenia i eksponowania przedmiotów jawią się jako problematyczne: zamiast przybliżać do istoty bytu, utrwalają iluzję , a to jest szkodliwe.

A jednak kolekcje pojawiają się już w starożytności, w kulturze świadomej tej filozoficznej nieufności wobec rzeczy. Greckie mouseion, miejsce poświęcone muzom, było nie tylko przestrzenią kontemplacji, lecz także instytucją gromadzenia obiektów: tekstów, instrumentów i artefaktów. Aleksandryjskie Mouseion wraz z Biblioteką łączyło ambicję całościowego ogarnięcia wiedzy z materialnym archiwum jej nośników. Zbieranie przedmiotów nie stanowiło tu zaprzeczenia platońskiej hierarchii bytów, lecz próbę jej praktycznego obejścia – skoro idee są niedostępne bezpośrednio, należy gromadzić ich ślady.

Meandry historii obeszły się barbarzyńsko z dorobkiem starożytności – mouseion legły w gruzach, zbiory rozgrabiono. Chrześcijanka Europa dość długo nie mogła stworzyć podobnych instytucji, a dodatkowo w średniowieczu relacja między rzeczą a znaczeniem ulega kolejnemu przekształceniu. Katedry i skarbce kościelne stają się wówczas miejscami intensywnej akumulacji przedmiotów, które funkcjonują nie jako autonomiczne obiekty estetyczne, lecz jako nośniki sacrum. Katedra działa jak całościowa proto-ekspozycja, porządkująca widzenie i znaczenie.

Renesans przynosi zasadniczą zmianę w myśleniu o przedmiocie i wiedzy. Humanistyczna rehabilitacja świata zmysłowego oraz rozwój nauk przyrodniczych sprzyjają nowym formom kolekcjonowania, w których rzeczy stają się źródłami poznania. Studioli i gabinety osobliwości łączą artefakty naturalne, dzieła sztuki i egzotyczne przedmioty.

To właśnie renesans i wczesna nowożytność torują drogę do pierwszych wielkich kolekcji publicznych, stanowiących fundament nowoczesnego muzeum. Przeniesienie zbiorów z przestrzeni prywatnych do publicznych nie oznacza jedynie poszerzenia dostępu, lecz głęboką zmianę epistemologiczną: przedmiot przestaje być prywatnym trofeum wiedzy lub władzy, a zaczyna funkcjonować jako element wspólnego porządku poznawczego, podlegający regułom selekcji i ekspozycji.

Historia wystawiennictwa okazuje się więc nie historią neutralnych praktyk organizacyjnych, lecz opowieścią o zmieniających się relacjach między ideą a rzeczą, widzeniem a wiedzą, autorytetem a odbiorcą.

Gdy pisałam swoją pracę dyplomową, skupiałam się na napięciu wpisanym w historię wystawiennictwa – od platońskiej nieufności wobec rzeczy, przez sakralne porządki średniowiecza, aż po renesansowe próby oswojenia materii jako narzędzia poznania. Analizowałam teoretyczne i praktyczne aspekty projektowania wystaw, ich relację z architekturą i informacją. U schyłku lat 90. XX wieku w tym myśleniu nie pojawiała się jednak kategoria dostępności. Dziś ten tekst jest próbą dopisania brakującego rozdziału.

Dostępność jako problem: od elitarności do wielości sposobów doświadczania

Jeśli historia wystawiennictwa jest historią negocjowania relacji między ideą a rzeczą, to historia dostępności ujawnia inne, równie fundamentalne napięcie: między tym, kto może patrzeć, rozumieć i doświadczać, a tym, kto zostaje z tego doświadczenia wykluczony. Przez stulecia zbieranie i pokazywanie przedmiotów było praktyką głęboko elitarną adresowaną do wąskiego kręgu wtajemniczonych, przygotowanych kulturowo, społecznie i poznawczo do „właściwego” odbioru. Dostępność rozumiana była niemal wyłącznie jako fizyczna możliwość wejścia do danej przestrzeni, która także była często ograniczona w związku ze statusem, pochodzeniem czy wykształceniem.

W starożytności i średniowieczu dostęp do kolekcji miał charakter selektywny i hierarchiczny. Mouseion, skarbce katedralne czy klasztorne biblioteki nie były przestrzeniami powszechnie dostępnymi, lecz miejscami wiedzy strzeżonej. Dostępność nie była wówczas kategorią problematyczną, a wykluczenie stanowiło naturalny element porządku świata3. Wystawianie rzeczy służyło raczej legitymizacji władzy (intelektualnej, religijnej lub politycznej) niż inkluzywnemu dzieleniu się doświadczeniem.

Pierwsza istotna zmiana w tym myśleniu następuje w Oświeceniu wraz z powstaniem nowoczesnego muzeum publicznego. Otwarcie zbiorów dla „ogółu” (jak w przypadku British Museum czy Luwru) wprowadza nową ideę dostępności. Każdy obywatel może wejść do muzeum i co ważne – domyślnie zakłada się, że każdy jest w stanie w podobny sposób widzieć, rozumieć i przyswajać wiedzę. Jest to jednak dostępność pozorna: oparta na jednym modelu odbiorcy czyli osoby sprawnej fizycznie, neurotypowej, wykształconej, poruszającego się swobodnie w kodach kultury wysokiej. Ci, którzy od tego modelu odbiegają, pozostają teoretycznie „włączeni”, lecz praktycznie niewidzialni.

Myślenie o dostępności w sensie, w jakim rozumiemy je dzisiaj, zaczyna wyłaniać się dopiero w XX wieku, wraz z rozwojem praw człowieka, ruchów emancypacyjnych oraz krytyki instytucji kultury jako narzędzi reprodukcji nierówności. Początkowo dyskusja dotyczy głównie barier fizycznych i skupia się na dostępności architektonicznej dla osób z niepełnosprawnościami ruchowymi. Z czasem jednak zakres ten ulega znacznemu poszerzeniu: dostępność przestaje być kwestią „udogodnień”, a zaczyna być rozumiana jako fundamentalne pytanie o to, dla kogo projektowana jest wystawa i jakie sposoby doświadczania uznaje się za uprawnione.

Szczególnie istotne przesunięcie następuje na przełomie XX i XXI wieku, wraz z rozwojem badań nad niepełnosprawnością, neuroatypowością oraz teoriami krytycznymi podważającymi ideę jednego, uniwersalnego odbiorcy. W tym ujęciu dostępność nie polega już wyłącznie na umożliwieniu wejścia do przestrzeni wystawowej, lecz na uznaniu wielości percepcji, sposobów przetwarzania bodźców i relacji z obiektami. Cisza, nadmiar bodźców wizualnych, narracja linearna, dominacja tekstu czy zakaz dotyku a więc wszystkie te elementy, które dotąd traktowane były jako oczywiste i niejako neutralne, zaczynają być postrzegane jako decyzje wykluczające określone grupy odbiorców.

Dostępność staje się zatem nie dodatkiem do wystawiennictwa, lecz jego krytycznym narzędziem. Zmusza do ponownego przemyślenia podstawowych założeń: czy wystawa musi być przede wszystkim wizualna? Czy wiedza musi być przekazywana w formie tekstu? Czy doświadczenie estetyczne wymaga ciszy i dystansu?

W tym sensie współczesne myślenie o dostępności skutkuje tym, że wystawianie rzeczy przestaje być aktem skierowanym do abstrakcyjnego „widza”, a staje się procesem negocjowania między różnymi potrzebami – różnymi ciałami, umysłami i sposobami bycia w świecie.

Można więc powiedzieć, że dostępność rozumiana szeroko, inkluzywnie i krytycznie jest jednym z najważniejszych współczesnych rozdziałów historii wystawiennictwa. Nie tyle rozszerza ona grono odbiorców, ile zmienia samo pojęcie odbioru. W tym sensie pytanie o dostępność jest pytaniem o przyszłość wystawiania: o to, czy instytucje kultury są gotowe porzucić iluzję jednego ideału percepcji na rzecz pluralizmu doświadczeń, które – choć odmienne – są równie uprawnione.

Bibliografia:

Bennett, T. (1995) The Birth of the Museum: History, Theory, Politics. London: Routledge.

Duncan, C. (1995) Civilising Rituals: Inside Public Art Museums. London: Routledge.

Eco, U. (2004) Sztuka i piękno w średniowieczu. Przeł. M. Olszewski. Kraków: Znak.

Findlen, P. (1994) Possessing Nature: Museums, Collecting, and Scientific Culture in Early Modern Italy. Berkeley: University of California Press. Available here (18 December 2025)

Hooper-Greenhill, E. (1992) Museums and the Shaping of Knowledge. London: Routledge.

Impey, O. and MacGregor, A. (eds.) (1985) The Origins of Museums: The Cabinet of Curiosities in Sixteenth- and Seventeenth-Century Europe. Oxford: Clarendon Press.

Platon (2003) Państwo. Przeł. W. Witwicki. Warszawa: PWN.

Platon (2004) Uczta. Przeł. W. Witwicki. Warszawa: PWN.

Pomian, K. (1996) Pomian, K. (1996) Zbieracze i osobliwości. Paryż – Wenecja XVI–XVIII wiek. . Warszawa: PIW.

Sandell, R. (2002) Museums, Equality and Social Justice. London: Routledge.

Shakespeare, T. (2014) Disability Rights and Wrongs Revisited. London: Routledge. Dostęp: tutaj

Tatarkiewicz, W. (2009) Historia estetyki, t. 1: Estetyka starożytna. Warszawa: PWN.

„A to wszystko oglądają tylko myszy i ja”

Dlaczego współpraca europejska ma znaczenie dla dostępności kultury